poniedziałek, 30 marca 2009

Pan Czerwony i Pani Niebieska




Dziś zdecydowanie dzień prezentów ;) i tych dwóch kolorów :).
Pan Czerwony jest smukły, stary,nadgryziony zębem czasu, z paroma "zadziorami" nadającymi mu "poważny" charakter.....
Pani Niebieska,kusi krągłościami,nalezy do tych bardziej "nowoczesnych", ślicznotka,gładka,nowiutka...daleko jej do wiekowości Pana czerwonego...




Od dziś są parą :)....
Pan Czerwony jakby bardziej pokraśniał a Pani niebieska chyba złagodniała w tym towarzystwie.
Oboje są dziełem "przypadku" ale zjawili się u mnie prawie równocześnie...
Więc zostali parą ,czy dobrą i na jak długo....zobaczymy ;)...


Kolejną miłą parą, która odwiedziła mój dom jest Pan Kwiatek Czerwony I Pani Niebieska Karteczka :)





Kropelkę błekitu i czerwieni wlała dziś przez moje drzwi Joanna której baaardzo dziękuję...
Nie wiem czy z premedytacją czy przy udziale przypadku ale trafiła w moje ulubione zestawienie kolorystyczne ;D
Sami zobaczcie jaki miłe prezenty można dostać od przesympatycznych osób ....





Pozdrawiam cieplutko wszystkich którzy czasem tu zaglądają :D

środa, 25 marca 2009

W zasadzie skończyłam :)





Nie wymyśliłam nic odkrywczego.

Tekst wydrukowałam na serwetce i przykleiłam do tacy.Trochę było z tym zabawy,musiałam "powcierać" serwetkę gąbeczką w tacę,tak żeby zatrzeć granicę między drewnem a papierem.Nie do końca mi się to udało,na dodatek trochę się zaczęło wszystko rozmazywać.Potraktowałam napis klejem,lakierem,białą farbą,papierem ściernym i znów białą farbą,pomalowałam resztę na biało,boki odświeżyłam gąbką na szaro i gotowe :).
Nie jest idealne ale i tak pewnie lepiej ż gdybym kalkowała i pisała odręcznie :).


Wudruk na serwetce. Serwetkę (dwie warstwy) przykleiłam do zwykłej kartki-po obwodzie.Dzięki temu drukarka jakoś "przełyka całość" :).

Resztę dopisałam w komentarzu.



Jeszcze surowa taca,bez przetarć białą farbą.


W zasadzie skończona taca,tylko zdjęcia coś rozmazane,ale to chyba wina mojej odwlekanej wizytu u okulisty ;)))))).

poniedziałek, 23 marca 2009

Taca w trakcie

Mimo nawału obowiązków jakoś znajduję czas na takie rzeczy jak nowa taca ...a może to jakaś ucieczka przed tym,żeby nie zostać zasypaną stertami papierów ;)).

Teraz na "świeczniku" jest taca.Na początku miała być biała z przecierką i ciemniejszym podkładem,ale jak zwykle u mnie,koncepcja zmieniła się w trakcie tworzenia :).Teraz będzie miała boki szare,resztę białą z napisem w środku.No i mam mały problem.Napis jest ściągnięty z netu,po powiększeniu jest chyba za bardzo rozmazany żeby go nakleić,więc chciałam go jakoś odrysować-ale jak? Wymyśliłam na razie "przekalkowanie" go.Nie mam pojęcia jak to wyjdzie,druga opcja to druk na papierze śniadaniowym,naklejenie na tacę i ewentualne poprawienie liter....Sama nie wiem,może ktoś mnie poratuje jakimś pomysłem na zrobienie tego napisu.

Taca w wersji roboczej wygląda jak na zdjęciu-w sumie efekt koncowy chciałabym osiągnąć bardzo zblizony do tego co jest teraz...






piątek, 20 marca 2009

Nareszcie w domku !!!!!!!!!!!


Przede wszszystkim bardzo dziękujemy za zyczenia powrotu do zdrowia :D.
Jak widać pomogły ,bo wczoraj po 5 dniach spędzonych na sali szpitalnej wróciłyśmy do domu. Zmęczone obie bardzo,ale szczęśliwe strasznie. Po pięciu dniach w szpitalu,spaniu na łózku polowym,pobódkach o 5 rano,wysłuchiwaniu płaczu malutkich szkrabów itd. powrót do domu, to najwspanialszy prezent z możliwych do wyobrażenia sobie.Nie przeszkadza sterta papierów i zaległosci z pracy,dom do posprzątania,zmęczenie itd.Najwazniejsze,ze wrociłysmy :))).

Na przywitanie Marta dostała ode mnie wieszaczek :) co prawda zrobiłam go jak chorowała w domku,nie mając pojęcia,że przyda się jako "po szpitalny" prezent,ale wywołał zamierzony efekt- wielki usmiech od ucha do ucha-czy potrzeba czegoś jeszcze?
nie.... mi nie potrzena już nic więcej :D




niedziela, 15 marca 2009

Chorujemy...

Niestety dwa tygodnie infekcji Marty pokonały nas i wylądowałyśmy wczoraj w szpitalu...
Mam nadzieję,że szybko wrócimy do domku...

środa, 11 marca 2009

Świeczniki-odsłona druga...



Mam manie świecznikową ostatnio chyba :).
Przemalowałam jasne dębowe pod kolor i w stylistyce niebieskiej ramki (za sugestią joanny) i myślę,że w tej stylistyce wygladają dobrze. Nie są jeszcze polakierowane,więc można w nich jeszcze coś zmienić, domalować,wytrzeć,przetrzeć itd. jestem otwarta na wszelkie sugestie :)).




Teraz "choruję" na jakieś "srebrne"-szklane, ale niższe niż te co mam, muszę wybrać się do Ikea i sprawdzić,czy nie znajdę z tych srebrnych jakie mają czegoś dla siebie.






Napatrzyłam się ostatnio na tace,białe z dość wyraznymi ciemnymi przetarciami,na szczęście mam w domu jedną drewnianą,z czasów kiedy robiłam decu,więc spróbuję sobie takową zrobić.Wogóle zauważyłam,ze podoba mi się wiele rzeczy, na ktore jeśli miałabym je kupić,musiałabym wydać majątek.Bardzo często więc jest tak,że jeśli coś mi się spodoba,a jest w granicach moich wykonawczych mozliwości to robię sobie to sama :)).
Zresztą najbardziej udanym zakupem dla mnie jest coś kupione za grosze a wyglądające na coś duuużo bardziej wartościowego,wiem,że jest wiele takich rzeczy,a jesli coś nie do końca jest takie "idealne" to zawsze można to ciut "podrasować"...



poniedziałek, 9 marca 2009

Sobotnie kino








Sobota zakończyła się kinem :) ..... wieki juz nie byłam w kinie.

Padło na "Slumdog,Milioner z ulicy", bynajmniej tytuł nie przygotowuje widza na to, co ma go spotkać, gdy zasiądzie sobie wygodnie w fotelu.


Tym razem nie "przygotowałam" się specjalnie do tego filmu,z reguły czytam recenzje ,żeby stwierdzić,czy wogóle warto na coś iść, o czym jest film itd. Oskary i krótka recenzja filmu wystarczyły,żeby się właśnie na niego zdecydować.


I........


Zadziałał na mnie dość mocno....

Pierwsze kadry to przesłuchanie młodego chłopaka w areszcie ,bicie,podtapianie,razenie prądem....Szczerze powiem,że tak się właśnie czułam przez pierwszą część filmu. Jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody i poraził prądem....


Bardzo upraszczając można w nim odczytać historię miłosną, kryminalną, pewien morał-takie trochę znane amerykańskie kino....ale to w drugiej części filmu...

Pierwsza jest szokująca....kompletnie inna od tego wszystkiego, co znam a na pewno od obrazu Indii, jaki zna "przeciętny" człowiek...


Z ekranu wylewają się kolory,wręcz zapachy...wszystko jest tak obrazowe ,że aż namacalne i przerażające w swej rzeczywistości...


Przerażające są slumsy, dzieci żyjące na ulicy ,dzieci żyjące na śmietnikach..ogólne upodlenie...
Trochę takie piekło na ziemi..


To na pewno nie jest piękny obraz Indii, jaki się nam serwuje bardzo często...
Dość dobitne są słowa "chcieliście prawdziwe Indie,to macie".... no mamy...


Czy warto się na niego wybrać? Na pewno...ale trzeba się przygotować,że film mocno potrząśnie...pomijam tu wątek "miłosny”, bo on ciut banalny jest, choć z dość wzniosłym morałem i takim budującym jednak...
Człowiek lepiej się czuje,wiedząc,że wśród tej całek "zgnilizny" jest jeszcze nadzieja...
ale czy dla wszystkich?


Jeszcze coś...

Niedawno przeczytałam jak małą gaże dostali młodzi aktorzy tego filmu-dzieci ze slumsów...dla nich ,uwzględniając ich sytuację to majątek...ale porównując pieniądze, jakie zarobili inni na tym filmie...to jedna wielka hipokryzja...


Film pokazuje życie dzieci w slumsach,hipokryzje i cynizm środowiska,morderstwa i inne okropności, w jakich biorą udział...potępia to poniekąd wywołując w nas współczucie....
i jak to się kończy? dzieci dostają za realizację parę marnych groszy....


Ale przecież zawsze możemy się pocieszyć ,ze jeśli ktoś czegoś bardzo chce i nigdy się nie poddaje to prędzej czy później to osiągnie...


to tak ku pokrzepieniu serc...ile w tym prawdy każdy na własnej skórze pewnie oceni ;)


Polecam,warto obejrzeć nie tylko ze względy na realizm,historię tam pokazaną, ale przede wszystkim ze względu na sposób, w jakim został nakręcony....
ciężko się oderwać, choć na chwilę od fotela :)
Kto widział pewno potwierdzi :)









czwartek, 5 marca 2009

Świeczniki...


Dziś dotarły do mnie, w zasadzie przed chwilą :), wyczekane,wywalczone ale nie załuję, są ( jak dla mnie) urzekające.Ten rodzaj świecznika zachwycił mnie już dawno na skandynawskich blogach i bardzooo chciałam je mieć :)))) no i mam...
Pózniej pstryknę zdjęcia w świetle dziennym bo te są tak na szybko robione :)





No i teraz będę się musiała zastanowić na kolorem drewnianych(zdj. pon.),
kupionych wcześniej,bo biel nie do końca mnie przekonuje ;)
Szary? czarny? a może jeszcze inny kolor świeczników?

środa, 4 marca 2009

Puszka zwana puszką

Skończyłam puszki do kuchni,zwykłe szare po herbacie .Teraz wyglądają tak...
Szczcerze nie wiedziałam jakie nadać im imiona ;), co w nich będzie i tak nazwałam je po prostu "puszka" (z czego śmieje się mój mąz ... ).
No ale dlaczego puszka nie ma się nazywać po prostu puszką ? ;))





Wczesniej zrobiłam pudełko w którym powinno stać wino a u mnie są przyprawy...


A wszystko zaczęło się od kupienia pojemników na przyprawy.Były za niskie i wyglądały dziwnie w tym miejscu,potem wymyśliłam pudełko po winie które przydało się jako "podstawka" pod pojemniczki i posłuzyło tez do przechowywania reszty przypraw.Następnie zauroczył mnie maluch na reklamie Nestle,turkusowy młynek do pieprzu znaleziony w necie,kuchnie w stylu retro z rozmytymi różami i błękitami i tak powstała koncepcja kuchni z dodatkami w rozmytych pastelowych kolorach.
Na razie to wygląda tak,ale pewnie za jakiś czas to się zmieni :)






A w domku mam mały szpital,Marta po standardowym tygodniu w przedszkolu przyszła z infekcją,tym razem złapała jakąś anginę i oskrzela,więc kurowanie idzie ciężko.
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i życzę zdrówka :).