czwartek, 15 lipca 2010

Korytarz



Ehh,te moje wpisy są zawsze o jakiś nieludzkich godzinach.
Ciekawe czy tylko ja taka nienormalna,że o tej godzinie tu siedzę.
Cóż, tak to jest jak się cierpi na bezsenność.
A o bezsenność przy ostatnich temperaturach nietrudno.
A co na zdjęciach?
Otóż na zdjęciach owoc pewnego czerwcowego weekendu :) .
 Nasz wąski niewygodny korytarz,po 4 latach mieszkania doczekał się wreszcie malowania.
Po malowaniu kuchni została mi trochę turkusu i jaśminu,wymieszałam kolorki
i otrzymała błękit,dość intensywny przy białych ścianach.
Błękitu starczyło na szczęście tylko na część korytarza,resztę  ścian dla złagodzenia efektu
 potraktowałam szarym.

Efekt jak na zdjęciach,ogólnie cieszy mnie ta zmiana bo dość miałam już zimnej bieli,
teraz jest trochę...hmmm wakacyjnie?
Jeszcze dwa wieszaczki na torebki i następne 4 lata może sobie spokojnie 
w tym błękicie i szarościach pozostać.
Przeglądając zdjęcia znad morza natknęłam się na te widoczki,
teraz już wiem dlaczego korytarz skojarzył mi się z morzem.
Uwielbiam morze jesienią i zimą,takie właśnie intensywne, szaro-błękitne,
trochę ponure ale piękne i majestatyczne.



Pozdrawiam wszystkich ciepło z krzykiem mew za oknem i po trzech dniach tropików nad polskim morzem z prawdziwym rześkim morskim powietrzem.


czwartek, 8 lipca 2010

mija czas....




Ostatnio czas jakby nagle przyspieszył.
Zawsze zresztą mam tak latem,dwa miesiące mijają nie wiem kiedy.
Nawet nie zauważyłam,że już dwa tygodnie mnie tu nie było.
Trochę usprawiedliwię swoją nieobecność pokazując pudełka jakie zrobiłam
 dla pewnej bardzo miłej pani.
Pudełka już do niej jadą-mam nadzieję,że będą miłą niespodzianką.



A tu coś co mnie zauroczyło-kryształowy świecznik.
Nie zdarzają mi się często takie impulsywne zakupy-ale w tym przypadku 
nie potrafiłam mu się oprzeć.





Myślę,że dobrze wygląda w takim towarzystwie.



Udało mi się wyrwać na weekend do Nowego Gierałtowa (Kotlina Kłodzka oczywiście)
-cudowne miejsce.
Zdjęć nie mam  za dużo-tym razem odpoczywaliśmy biernie.
To niesamowite jak różne jest życie w dużym mieście,gdzie prawie czuć
jak czas ucieka od tego na wsi, w górach.
Tam w górach czas płynie inaczej,wartości nagle stają się inne....
Jednym słowem powiem,że było fantastycznie-chyba mogłabym tam zamieszkać na stałe...
Choć, kto wie, może okazałoby się po dłuższym czasie ,że ze mnie jednak mieszczuch?


Podsumowując ... mam pewne marzenie:
mały domek letniskowy w Gierałtowie-taki azyl do którego zawsze można uciec.
Kto wie...może na starość się takowego dorobimy ;)

Pozdrawiam wszystkich i życzę duużo słońca.