czwartek, 15 września 2011

Powiększona rodzinka nasza i jesienne przysmaki.


Dynia!!!
Cudowne warzywo, baardzo zdrowe no i pyszne.
Marta wręcz uwielbia  zupkę z dyni z grzankami ja zresztą też  ale z grzankami i serem.
Przepis na zupkę mam z netu tyle,że zmodyfikowany pod nasze gusta.
Nie miksuję dyni tylko część jej przecieram a resztę masy usuwam ,
dzięki temu zupa nie ma konsystencji  puree jest bardziej wodnista i mniej mączna :). 
Jako przyprawy dodaję obowiązkowo  goździki i cynamon.
PYCHA !!!!
Dynie mamy całkiem po sąsiedzku - małe 3 minuty jazdy autem. 
Nasze "sąsiedzie" zaopatrzenie to małe gospodarstwo pod Wrocławiem .
Mają tam przeróżne gatunki w ilościach wręcz hurtowych!
Kupiliśmy jeszcze jedną - udającą arbuza ;).

 A tu nasz nowy domownik -chomik- "pan chomik" jakoś tak bezimienny został.
Urocze małe zwierzątko,które kocha swój domek (klatkę) i wypuszczone na spacerek 
zawsze wraca do siebie w tempie ekspresowym ;).
A ja zawsze myślałam,ze jak chomik zwieje to nie ma szans żeby sam wrócił do klatki.
Chomik rozgościł się na kasztanach które ostatnio nazbierałyśmy koło domu.
Zauważyłam,że co roku mniej więcej o tej samej porze są piękne ciepłe i bardzo wietrzne dni,
wtedy spada najwięcej kasztanów i nazywamy te dni "kasztanowymi".
A kasztanów mamy cale mnóstwo-zeszłego roku zbiory odbywały nawet się z okna ;)))
Dodam,że mieszkamy na drugim piętrze.


POZDRAWIAM

10 komentarzy:

  1. A mogłabym prosić Cię o ten Twój sprawdzony przepisik na zupkę? Narobiłaś mi ochoty...
    Niezłe to zrywanie kasztanów z okna!!!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie, mogę prosić o przepis sprawdzony na zupkę dyniową? Na mnie czekają dwie ogromniaste :)
    A kasztany piękne, i Pan Chomik taki milusi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dynie cudowne, zupka z dyni zapewne pyszna a chomiczek rozkoszny :) Pięknie tu u Ciebie i tak rodzinnie, podoba mi się :) Będę Cię odwiedzać :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę zakupić i zrobić tradycyjną sałatkę z dyni - smaka mi narobiłaś. A co do chomika - chciałam kupić jednego takiego słodkiego kudłacza, namawiałam Młodego (byliśmy w Hali na targach zwierząt) ale się nie skusił (byłam trochę rozczarowana), nawet na świnkę się nie dał namówić a były różniaste, fantastyczne z irokezami i całkiem łyse (bue). Niezmiennie od dzieciństwa uwielbiam chomiki ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. PIĘKNA TA ZIELONA DYNIA...ZAWSZE KUPUJE SOBIE TAKIE DO DEKORACJI...ALE W TYM ROKU COS ICH NIE SPOTKAŁAM

    OdpowiedzUsuń
  6. Qra Domowa w naszym sklepie to nawet takie z buźka i oczami widziałam ;)
    Wiloka-zapraszam,bardzo mnie każda wizyta cieszy.

    Tak w ogóle to cieszy mnie to,że jeszcze tu zaglądacie.Opuściłam bloga strasznie ostatnio i myślałam,że nikt tu nie zagląda już -a tu taka miła niespodzianka :D :D

    Co do przepisu...hmm
    w skrócie: rumienię cebulkę na maśle dodaje do tego obraną i pokrojoną dynie i podsmażam,jak zmięknie trochę dodaję wywaru warzywnego i duszę jeszcze jakiś czas, potem różnie-albo miksuję całość i dolewam rozcieńczony wywar albo częściej: część miksuję a część dyni usuwam z zupy i do smaku dolewam wywaru,na koniec dosmaczam goździkami : 2-3szt (zostawiam na czas "przegryzania" ale przed podaniem wyciągam je)-,cukrem, cynamonem i solą-to już wg. indywidualnego smaku.Zupa szybka i prosta bardzo-robiona bardziej na wyczucie :))).
    Z racji tego,że gotuję Marcie obiady i nie mam czasu na długaśne wystawianie w kuchni szybkie przepisy są dla mnie bezcenne.

    A jeśli chodzi o chomika-to taka mała namiastka psa-moje uczulenie na sierść jeszcze jakość znosi tą minaturkę-a wystawę w hali przegapiłam,bo Marta mi chorowała a tak bardzo chciałysmu pójść....

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesiennie i smakowicie u Ciebie... przepis na zupę dyniową zachowam, bo lubię. Jak moja córa była malutka narobiłam się dyni w słoikach... potem nikt nie chciał już jej jeść, ale w tym roku zrobię.
    Ojej .... i u mnie wołanie o chomika, świnkę morską albo małego pieska, ale nie... póki jest kot wystarczy mi...

    Uściski przesyłam :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Kasztany to sie chyba powinno zbierac kiedy juz opadna.Takie rwanie z drzewa kojarzy mi sie troche z wandalizmem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Miły anonimowy,jak można się domyślić z drzewa kasztany były tylko strącane a zbierane te które spadły na ziemię-nigdy nie zrywaliśmy kasztanów z drzewa :) i na szczęście takiego "wandalizmu" o jakim piszesz nie ma i nie było na mojej "kasztanowej" ulicy,czasem jedynie zdarza się,że przejezdzająca ciężarówka postrąca jeszcze zielone -na szczęście nie często się to zdarza
    pozdrawiam
    alewe

    OdpowiedzUsuń

Dzięki Waszym słowom ten blog wciąż żyje :))