czwartek, 29 września 2011

pochłaniacz nocny



Tak, zdecydowanie ta książka to typ pochłaniacza nocnego.
Powinna mieć na okładce ostrzeżenie : jeśli chcesz się wyspać nie bierz jej wieczorem do ręki.
Popełniłam ten czyn i przepadłam całkowicie.
Przeczytałam jednym tchem od dechy do dechy,no nie szło po prostu inaczej.
Niesamowicie wciągająca,trzymająca w napięciu i zaskakująca.
Polecam wszystkim lubiącym thrillery,mi wpadła w ręce przypadkiem,
ale na pewno to nie koniec mojej przygody z tą autorką,
powiem więcej-to dopiero początek.
 Na zdjęciach mała zmiana-no tak machając farbą po tacy i taboreciku,
machnęło mi sie i po stole.
Na razie tak zostaje-muszę przemyśleć ewentualne dalsze zmiany.

POZDRAWIAM

środa, 28 września 2011

literka po literce






 I co z nich powstało za słowo ???
  Taaak, Paryż 
To ukochane miasto mojej Marty.
Co prawda nigdy tam nie była ale obiecałam jej,że kiedyś tam pojedziemy wszyscy razem.
Na razie wybrała sobie obraz do pokoju-właściwie wielkie zdjęcie a ja wycięłam jej z pianki literki.
Literki długo się wycinały,potem kleiły bardzo intensywnie "pachnącym" klejem
 następnie obklejały papierem a na końcu stanęły sobie w szeregu,
 żeby stworzyć napis który zawiśnie na ścianie.


Na razie stoi na półce i czeka na młotek taty i koncepcję mamy.
O i jeszcze takie małe pytanie do osób które tu czasem zaglądają.
Może wiecie jak przykleić te literki do ściany,żeby zdejmując je nie odpadło mi pół farby?
Niestety ale to ostatnie często mi się przytrafia :/ a nie mam w planach 
najbliższych malowania tego pokoju.

POZDRAWIAM


piątek, 23 września 2011

jesienna kuchnia





Oj, piękna pogoda  rozpieszcza nas ostatnio codziennie-przynajmniej u mnie słońce świeci cudnie.
Sprawdzając malie dziś trafiłam na reklamę konkursu "Moja kuchnia" na dobrzemieszkaj.pl.
Przejrzałam swoje stare zdjęcia kuchni-bo niby dlaczego nie skorzystać z okazji - 
i stwierdziłam,że mimo iż w kuchni za dużo się nie zmieniło,zdjęcia jakieś mało aktualne mam.
Korzystając z pięknego słoneczka szybko pstryknęłam nowe i ku pamięci wstawiam na bloga.
Na konkursik też wysłałam,choć nie liczę na wiele.
Trochę już  naoglądałam się tego jak wyglądają takie konkursy.
Ale nagrody całkiem fajne, z ulubionego sklepu w którym tylko oglądam-nie kupuję
 (noo czasem,ale bardzo żadko ;) - Almi Dekor.
Tak na marginesie jeszcze -jutro jest 35mln w totka - faaaajnie  pomarzyć :D:D 



 Pozdrawiam ciepło wszystkich podglądaczy 
a szczególnie Was dziewczyny które swoją obecność zaznaczacie w komentarzach.


Pozdrawiam

poniedziałek, 19 września 2011

raz żółtko poproszę ;)


Czasem dzieję się coś czego nie idzie zatrzymać i uspokoić.
Tak  właśnie jest ostatnio z moją potrzebą kolorów . 
Potrzebuje ich dużo i rożnych, intensywnych i dających dobre wibracje,
szczególnie w takie dni jak dziś,kiedy jest szaro i buro. 
Co prawda ostatnio pogoda nas rozpieszczała upałami,jakby lato chciało zrehabilitować
 się za  zimne wakacje,ale powolutku będzie coraz zimniej,bardziej deszczowo, 
choć mam też nadzieję,że jesiennie i kolorowo. 
Kolorowo jest już u mnie,znudził mi się zachowawczy błękit i czerwień.
 Kupiłam żółte zasłony i wpuściłam kolor i radość do mieszkania. 
Szczerze to nigdy jakoś specjalnie nie lubiłam żółtego,ale kiedy wchodzę teraz do pokoju 
za każdym razem czuje pozytywne wibracje a żółć wywołuje uśmiech-to chyba dobrze !!!!


 Może i jest trochę "jarmarcznie" ale zupełnie mi to nie przeszkadza...
chyba już dość miałam tej dyscypliny kolorystycznej...
teraz uwalniam się na kolory :D:D:D:D:D:D.
Taka terapia jesienna :D
a w zasadzie żółto-jajeczna  ;))


Pozdrawiam ciepło jesiennie i pełna dobrych fluidów!!!!


czwartek, 15 września 2011

Powiększona rodzinka nasza i jesienne przysmaki.


Dynia!!!
Cudowne warzywo, baardzo zdrowe no i pyszne.
Marta wręcz uwielbia  zupkę z dyni z grzankami ja zresztą też  ale z grzankami i serem.
Przepis na zupkę mam z netu tyle,że zmodyfikowany pod nasze gusta.
Nie miksuję dyni tylko część jej przecieram a resztę masy usuwam ,
dzięki temu zupa nie ma konsystencji  puree jest bardziej wodnista i mniej mączna :). 
Jako przyprawy dodaję obowiązkowo  goździki i cynamon.
PYCHA !!!!
Dynie mamy całkiem po sąsiedzku - małe 3 minuty jazdy autem. 
Nasze "sąsiedzie" zaopatrzenie to małe gospodarstwo pod Wrocławiem .
Mają tam przeróżne gatunki w ilościach wręcz hurtowych!
Kupiliśmy jeszcze jedną - udającą arbuza ;).

 A tu nasz nowy domownik -chomik- "pan chomik" jakoś tak bezimienny został.
Urocze małe zwierzątko,które kocha swój domek (klatkę) i wypuszczone na spacerek 
zawsze wraca do siebie w tempie ekspresowym ;).
A ja zawsze myślałam,ze jak chomik zwieje to nie ma szans żeby sam wrócił do klatki.
Chomik rozgościł się na kasztanach które ostatnio nazbierałyśmy koło domu.
Zauważyłam,że co roku mniej więcej o tej samej porze są piękne ciepłe i bardzo wietrzne dni,
wtedy spada najwięcej kasztanów i nazywamy te dni "kasztanowymi".
A kasztanów mamy cale mnóstwo-zeszłego roku zbiory odbywały nawet się z okna ;)))
Dodam,że mieszkamy na drugim piętrze.


POZDRAWIAM

środa, 14 września 2011

kolorowo



Moje małe "wprawki" przed większą produkcją... mówię oczywiście o domku dla ptaszków.
Takie mam ambitne plany,że wyprodukuję kilka takich domków na ścianę do pokoju Marty.
Parę domków, większych i mniejszych,literki i coś tam jeszcze...co-nie wiem,ale wymyślę.
A globus to nowy szkolny zakup Marty,strasznie chciała go mieć,
w sumie coś w globusach jest fajnego-mi też się podobają....
może to przez ten błękit ;)


Przy okazji oklejania domku  literka dostała nową szatę. 
Ogólnie jakoś tak multikolorowo mi ostatnio ;) 
To chyba idealny czas na to....idzie jesień, mam nadzieję,że będzie piękna , ciepła i kolorowa.


Pozdrawiam

piątek, 2 września 2011

A dzieci rosną....

 Nie wiem kiedy ten czas przeleciał.... moje kochane dzieciątko dorosło już do pierwszej klasy.
Wchodzimy w nowy etap :) już ten doroślejszy, księżniczki i bajeczki idą w kąt.
Eh... a jeszcze tak niedawno było z niej takie maleństwo.
Stało się,jestem dumną mamą pierwszoklasistki :D.
Marta na szczęście z wielką radością i ekscytacją przyjęła wiadomość,że już pora na szkołę.
Mamy to szczęście,że ani sama szkoła ani dzieci nie są dla niej niespodzianką,
chrzest bojowy przechodziłyśmy w zerówce i można powiedzieć, że znamy wszystkie kąty.
Dzieciaczki też już w większości się znają -utworzyła się całkiem fajna paczka,
z czego bardzo się cieszę,bo chyba nie ma większego stresu niż nowe miejsce,
nowe dzieci i świadomość,że nikogo i nic się nie zna.

O wakacjach nie piszę,bo w tym roku nie był to zbyt dobry czas.
Choć na szczęście wszystko skończyło się naprawdę dobrze,ale nie chciałabym
nigdy więcej przechodzić podobnych rzeczy.
Powiem tylko,że ciężka choroba w rodzinie to naprawdę
bardzo trudne przeżycie,kiedy martwimy się o kogoś bardzo bliskiego....
brrrrrrr...... nigdy więcej...
Zdrowie moich bliskich i swoje własne ...to coś najcenniejszego dla mnie.
Póki jest -często go niedoceniamy,ale to wielki dar-jak i samo życie.

Pozdrawiam cieplutko-mam nadzieję,że już dla mnie w lepszym czasie.