środa, 10 września 2014

moje czy nie moje - góry





Tak się właśnie trochę zastanawiam nad tym faktem.
To, że jestem morskim stworzeniem i uwielbiam wszelkie wody od mórz po oceany jest dla mnie oczywiste.
Uwielbiam ten bezmiar horyzontu, szum fal i kolor - w zależności od miejsca i pogody -
 od turkusowego po groźnie bury.

Ale czy ja lubię góry?

Myślę,że nie jest to miłość ale .... podziw?
Podziwiam ich  majestatyczne piękno, spokój i taką niezmienność.
Podziwiam ludzi którzy potrafią wstać o 5 rano żeby zdobyć upragniony szczyt.
Podziwiam tych którzy w Dolomitach sami przemierzają ferraty. 
Nie należę do tego "gatunku" ale wyprawa na Kasprowy (oczywiścieee,że kolejką ;))
 zostawiła mi w pamięci przepiękne widoki.
Oczywiście prócz "widoków " przyrody, był też czynnik ludzki i tu zdecydowanie nie na plus.
Za dużo ludzi, za tłoczno...( pominę już klapki i inne "stosowne" obuwie).
Czuję więc pewien niedosyt.
Może pora na bliższe zaznajomienie się z górami?


Pozdrawiam wszystkich fascynatów górskich!


4 komentarze:

  1. Hmmm no to w takim razie zapraszam do mnie na wyjatkowe Jesienne Candy :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe candy-więc współ-zapraszam!

      Usuń
  2. Łażenie po górach ma smak kiedy samemu zdobędzie się szczyt, zmęczenie fizyczne daje satysfakcję, im trudniejsze trasy tym lepsze widoki. Polecam Dolinę Pięciu Stawów. Mój numer jeden! Też jestem morskim stworzeniem, góry podziwiam i lubię zdobywać! Ale zawsze bardziej będę kochała wodę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmm w sumie gdybym miała z kim chodzić... kto wie? może pokochałabym je równie mocno jak błękitny bezmiar :)

      Usuń

Dzięki Waszym słowom ten blog wciąż żyje :))