czwartek, 27 listopada 2014

W ślimaczym tempie....


...bez gwarancji pożądanego efektu.....


Wymyśliłam sobie zmianę w pewnej części naszego mieszkania.
Powyższa gilotyna ma mi w tym pomóc. 
Swoją drogą gilotyna ma już zacny wiek - używał jej mój tata kiedy był na studiach.
Jestem przekonana,że nikt z Was nie zgadnie do czego mi ta gilotyna ;)))
No chyba,że wpada na mój instagram - choć też niekoniecznie.

To taki wpis motywacyjny -jakby mi się przestało chcieć ;))

A może ktoś zgadnie na co mi gilotyna?
Podpowiem,że zamiast pędzla jej używam ;)




2 komentarze:

  1. Z fajną rzeczą nie ma co się śpieszyć :))) Czekam z niecierpliwością na dzieło :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że wycinasz szablon na ścianę :), kolor pozostanie a dołożysz jedynie wzór :)....zobaczę co wymyśliłaś!
    Czekam na kolejną odsłonę pomysłu :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Marta

    OdpowiedzUsuń

Dzięki Waszym słowom ten blog wciąż żyje :))